Sri Lanka Honeymoon

IMG_1494        Jak widzicie trochę czasu mi zajęło ogarnięcie się po urlopie i powrót do starych obowiązków – między innymi pisania bloga 🙂 Już teraz rozumiem wszystkich znajomych z pracy, którzy po ich urlopach nie mogli dojść do siebie. Zawsze mnie dziwiło, o co chodzi? Ja po moich standardowych – tygodniowych – urlopach zawsze wracałam do rzeczywistości po jednym, góra dwóch dniach… A teraz.. Prawie trzy tygodnie podróżowania, zwiedzania, zastanawiania się NIE nad tym co nałożę do pracy, ale jak się dostanę z miejsca A do B, gdzie będę spać i co będę jeść. No ale trzeba wrócić do rzeczywistości i opowiedzieć Wam coś więcej o tym jak spędziliśmy nasz jakże wyczekiwany Honeymoon!

Honeymoon Part 1

 Sri Lanka

IMG_1080

     Jakbym miała zdefiniować jednym słowem Sri Lankę, na pewno nazwałabym ją ZIELONĄ. Byłam bardzo mile zaskoczona ilością zieleni panującą na tej niezwykłej wyspie. Sri Lanka jest niewątpliwie ciekawym dla podróżnika miejscem. Od innych krajów azjatyckich, które zdążyłam już zwiedzić różni się pod kilkoma względami. Przede wszystkim biały człowiek to wciąż dla lokalnych mieszkańców coś egzotycznego. Takiego zainteresowania swoją osobą nie odczułam nigdzie indziej, no ale jeszcze nie byłam w Indiach! Muszę przyznać, że takie „zainteresowanie” bardzo mnie męczyło. Oczywiście spotkałam się ze wzbudzaniem uwagi w Chinach, czy Indonezji, natomiast nie było to tak nachalne i męczące. Na szczęście w podróży byłam z mężem, nie wyobrażam sobie spaceru po Colombo bez mężczyzny u boku. Zwiedzanie Sri Lanki jest bardzo ciekawe i na pewno nie monotonne. Wyspa ta zawiera w sobie liczne lasy, wysokie góry, niziny pełne różnych pól uprawnych i piękne plaże. Jest tam wszystko czego turysta mógłby zapragnąć. Przez te dwa tygodnie podróżowania przez Sri Lankę wzdłuż i wszerz udało nam się zobaczyć ogromne połacie gęstych lasów, typowe tundrowe safari oraz piękne piaszczyste plaże. Jeżeli chodzi o aspekt kulturowy, to jest on podobny do innych azjatyckich państw. Na nas osobiście świątynie buddyjskie nie robią już takiego wrażenia jak na początku naszej przygody z Azją. Są one piękne, kolorowe, zazwyczaj osadzone gdzieś wysoko z pięknym widokiem, natomiast są one do siebie bardzo podobne. Dla osoby zaczynającej zwiedzanie Azji, na pewno będą robiły ogromne wrażenie, bo te miejsca kultu totalnie różnią się od tych spotykanych w Europie.

IMG_0621

     Naszą podróż rozpoczęliśmy w Anuradhapura. Jest to jedno z miejsc, które oferuje wiele zabytków kulturowych i religijnych Sri Lanki. Zwiedziliśmy wiele ruin pałaców królów, buddyjskie i hinduistyczne świątynie. Styl zwiedzania jest tu podobny do tego w Kambodży. Tuk tuk woził nas przez cały dzień od jednej ruiny do kolejnej, od świątyni do świątyni. Zwiedzanie to byłby pewnie nudne, gdybyśmy nie wynajęli przewodnika. Nasz przewodnik, bardzo ciekawy człowiek – mówił w 5 językach! – opowiadał nam historyjki dotyczące panujących monarchii czy samych ruin. Wskazówka – zwiedzający muszą mieć zakryte kolana i ramiona, jako buty polecam klapki – przy każdy wejściu do miejsca świętego trzeba je zdejmować. Z czystym sumieniem polecam hostel, w którym się zatrzymaliśmy – French Garden – obsługa biegle mówi w języku angielskim i jest bardzo pomocna 🙂lala

       Kolejnym punktem naszej podróży była Sigiriya. Piękne turystyczne miasteczko, po ulicach którego chodzą słonie 🙂 Sigiriya znana jest z Sigiriya Rock – wielkiej skały, na której kiedyś stał pałac króla. Można wejść na tę skałę i zobaczyć ruiny pałacu oraz zapierający dech w piersi widok na wyspę. Po ciężkiej wspinaczce, widok zielonej Sri Lanki wszystko wynagradzał. Patrząc z góry, Sri Lanka wygląda tak, jakby nie było na niej żadnych miast tylko same lasy. Coś pięknego! Wracając ze skały, zajechaliśmy na obiad do miasteczka, co było super pomysłem. Trafliśmy do knajpki, gdzie jedzenie było bardzo tanie i jeszcze bardziej pyszne! Okazało się, że mogliśmy zamówić tylko jedno danie, bo porcje były ogromne! Na szczęście po Sigiriyi poruszaliśmy się rowerami (polecam), więc mogliśmy spalić zjedzone kalorie 🙂 Wskazówka – Sigiriya nie wymaga specjalnego ubioru, polecam wygodne buty do wchodzenia po schodach na skałę oraz dużą ilość wody 🙂 Jeżeli chodzi o hostel w Sigiriyi, to spotkała nas niemiła niespodzianka :/ Portal, przez który rezerwowaliśmy nocleg, zamieścił złe zdjęcia pokoi i rezerwując myśleliśmy, że rezerwujemy wyższy standard. Po przyjeździe do Hideout Sigiriya okazało się, że czeka na nas pokój niższej klasy niż się spodziewaliśmy, a hostel jest obładowany na tyle, że mimo chęci dopłaty nie mogliśmy dostać innego pokoju. Długo się tym nie zamartwialiśmy, gdyż i tak cały czas w hostelu spędziliśmy nad basenem lub na tarasie w restauracji. Ważna informacja – w wielu hostelach (w tym również) nie wolno sprzedawać alkoholu, dlatego warto się upewnić, czy przypadkiem samemu nie trzeba na mieście zakupić lokalnego piwa – Lion’a czy nawet dwóch:) Polecam ten hostel ze względu na miłą obsługę, dobrą lokalizację, pyszne jedzenie i basen – co na Sri Lance jest rzadkością!

lelelel

     Z Sigiryi pojechaliśmy do Dambulli. Jak się później okazało, niepotrzebnie zostawaliśmy tam na noc, bo wszystko co było warte zobaczenia można zwiedzić w 2 godziny. Dambulla jest znana ze swoich świątyń umieszczonych w pięciu jaskiniach. W przewodniku nazwane są one „Złote Świątynie Dambulli” czego w ogóle nie rozumiem, gdyż złota w porównaniu do innych świątyń było tam bardzo mało. Jaskinie mieszczą się na szczycie góry (a jakże by inaczej…), na którą się wchodzi bardzo dużą ilością bardzo stromych kamiennych stopni… Świątynie w jaskiniach nie zrobiły na mnie piorunującego wrażenia, ale jak już wcześniej wspomniałam, po takiej ilości świątyń jakie do tej pory zwiedziłam, zrobiłam się bardziej wymagająca 🙂 Kolejne postacie Buddy siedzącego, leżącego, stojącego … już nie robią na mnie ogromnego wrażenia. Natomiast polecam te jaskinie osobom, które zaczynają swoją przygodę z Azją. Hostel, w którym zamieszkaliśmy w Dambulli był dość drogi, oddalony od miasta i atakowały w nim wiewiórki – dlatego nie polecam go.

lulu

           Kolejny przystanek naszej podróży był w Kandy. Złapaliśmy lokalny autobus, który kosztował nas grosze. Polecam wszystkim przejażdżkę autobusem, jest to bardzo ciekawe doznanie 🙂 Oprócz kierowcy w autobusie jest naganiacz/kasjer, który sprzedaje bilety i jadąc przez miasto z otwartych drzwi wykrzykuje cel podróży zachęcając przechodniów do skorzystania. Jeszcze długo po opuszczeniu autobusu w głowie mi huczało „airrrrrrportairrrporrrtaiiiiiporttt”. Podróż autobusem była dużo przyjemniejsza niż się spodziewałam. Naoglądałam się w telewizji, że hindusi podróżują na dachach autobusów lub wystając z nich, trzymając się tylko jedną ręką, tak więc miałam pewne obawy czy uda nam się wsiąść, usiąść, wysiąść. Zupełnie nie wyglądało to w ten sposób. Fakt, że autobus zatrzymywał się dosłownie na 5 sekund i tylko wtedy gdy wsiadała kobieta z dzieckiem lub biali podróżnicy. Gdy do autobusu chciał wsiąść lokalny mężczyzna, autobus tylko zwalniał by umożliwić mu wskoczenie do środka. To samo było z wysiadaniem. Nasze plecaki zapakowane były do bagażnika, więc przy wysiadaniu kasjer/naganiacz wysiadł z nami i każąc nam biec do bagażnika wyciągnął w ostatniej chwili nasze plecaki, po czym wskoczył do jadącego już autobusu 🙂 Naprawdę ciekawe przeżycie 🙂 Jeszcze jedną ciekawą rzeczą wartą wspomnienia jeżeli chodzi o podróżowanie autobusem jest to, że nie można swobodnie porozmawiać, no chyba że się krzyczy 🙂 Radio w autobusach jest ustawione na najgłośniejszą opcję 🙂 Do tego dochodzi kasjer/naganiacz chodzący wzdłuż autobusu śpiewając i dzieci z lokalnej szkoły przekrzykujący radiową muzykę śpiewając jakieś szkolne piosenki 🙂 Komu przeszkadza taki hałas powinien unikać podróży autobusem.

 zdjęcie (2)

     Gdy dotarliśmy do Kandy, pierwsze kroki skierowaliśmy do polecanej przez Trip Advisora restauracji muzułmańskiej. Nie wiem czy to dlatego, że byłam bardzo głodna, ale to był najsmaczniejszy posiłek jaki jadłam na Sri Lance! Wybrałam Kottu (typowe srilankowe danie, którego nie spotkaliśmy nigdzie indziej), które było przepyszne. Nie do końca wiem co w nim było, gdyż w menu nie było to wyjaśnione, natomiast nie potrafię nazwać smaków, które w nim wyczułam. Musicie mi uwierzyć na słowo, że było to coś pysznego. Jeżeli ktoś z Was zdecyduje się na podróż po Sri Lance, to knajpka w Kandy – Muslim Hotel, która znajduję się w samym centrum miasta jest obowiązkowym punktem na liście „Things To DO”! Zdecydowaliśmy się odwiedzić Kandy, gdyż tam znajduje się bardzo ważna w religii buddyjskiej Świątynia Zęba. Według opowieści buddyjskich tylko tam można zobaczyć jedyny zachowany ząb Buddy. Okazało się, że w dniu, w którym byliśmy w Kandy, w świątyni obchodzono święto, w które można było z bliska zobaczyć ten sławny ząb. Tak więc wstaliśmy z samego rana, aby stanąć w kolejce i zobaczyć go na własne oczy. Możecie sobie wyobrazić jakie było nasze ogromne rozczarowanie, gdy okazało się, że ząb umieszczony jest w nieprzezroczystym złotym pudełku, które umieszczone jest w szklanej szkatułce, do której można podejść najbliżej na 2 m! Tak ‘blisko’ można podejść do tej szkatułki tylko w dniach świątecznych. Sama świątynia była bardzo piękna i wystrojona z przepychem, ale to nie złagodziło naszego rozgoryczenia, że straciliśmy tyle czasu stojąc w kolejce, by zobaczyć pudełko, w którym jest pudełko, w którym jest schowany ząb… Miejsce, w którym zamieszkaliśmy w Kandy nie można nazwać hostelem. Był to tak naprawdę 3 piętrowy dom bardzo fajnej rodzinki, która wynajmowała pokoje turystom. Po przekroczeniu progu dostaliśmy informację, że mamy się czuć jak u siebie. Dom był piękny, z wysokimi stropami, wypełniony antycznymi meblami i zdjęciami członków rodziny. Było to bardzo przyjemne miejsce. Śniadania i kolacje jadło się razem z rodziną przy jednym stole. Nie było menu, jadło się to co Pani domu akurat ugotowała 🙂 Na pożegnanie dostaliśmy małe upominki od Pana domu. Było to bardzo miłe! Gorąco polecam Hanthana Holiday Rooms!

 lelelelle

     Aby przemieścić się z Kandy do Tissamaharamy i nie tracić za dużo czasu, wynajęliśmy auto z kierowcą. Był to bardzo dobry pomysł, gdyż po drodze mogliśmy się zatrzymywać, gdy tylko coś za oknem nas zainteresowało. A interesowało nas wiele! Mijaliśmy po drodze wodospady, pola herbaciane, fabryki herbat oraz piękne widoki. Taka wersja podróżowania bardzo mi się spodobała. Dzięki temu mogliśmy przyjrzeć się życiu mieszkańców wiosek, które zupełnie nie były turystyczne. Mam wrażenie, że poznawanie krajów w ten sposób jest o wiele ciekawsze niż jazda autobusem, który może się zatrzymać tylko na przystankach. Do Tissy dojechaliśmy późnym wieczorem.

kkkkk

     Zatrzymaliśmy się w rodzinnym hotelu River Inn. Po podróży byliśmy bardzo głodni, więc od razu chcieliśmy zamówić coś do jedzenia. Gdy zapytaliśmy managera hotelu, ile mamy czasu do podania kolacji, odpowiedział: „Zapytam Mamy”! Okazało się, że jego mama przygotowuje wszystkie posiłki podane w menu. Bardzo lubię takie niespodzianki! Jedzenie było pyszne, curry w kilku odsłonach oraz smażony ryż z warzywami…. Na samo wspomnienie cieknie mi ślinka 🙂 Do Tissy zdecydowaliśmy się zajechać ze względu na pobliski park narodowy Yala National Park.  O 5 rano wyruszyliśmy specjalnie przygotowanymi jeep’ami w kierunku bramy safari. Chcieliśmy zdążyć na wschód słońca, gdyż o tej porze wszystkie zwierzęta zbierały się na brzegu jeziora w centrum parku. Całkiem ciekawe przeżycie, zobaczyć dzikie koty, słonie i woły na wyciągnięcie ręki! Wszystkim miłośnikom zwierząt jak i natury gorąco polecam wycieczkę do parku, nie będziecie zawiedzeni!

dddd

     Po wyczerpującym dniu na safari, złapaliśmy lokalny autobus do Tangalle – nadmorskiego miasteczka. Bardzo mile byłam zaskoczona plażami i wodą jaką napotkaliśmy na południu wyspy. Plaże spokojnie mogą konkurować z tymi w Tajlandii, a woda wydawała mi się nawet czystsza niż ta na Filipinach. No i jeśli chodzi o koszt na przykład wynajęcia leżaka pod parasolem na tej plaży to zaskoczenie było równie miłe! W najbardziej turystycznym miejscu na południu Sri Lanki, koszt wynajęcia dwóch leżaków pod parasolem na cały dzień był równy 1000 LKR czyli ok. 24 zł. Co najlepsze – w cenie był wliczony obiad dla 2 osób! No i tak to można żyć! Podobne ceny panowały na całym południu. Prawdę mówiąc najpiękniejsze plaże spotkaliśmy w Tangalle, gdzie ludzi było mało, plaże długie i piaszczyste, a woda bardzo ciepła i czysta. Unawatuna oferowała większą ilość knajpek nad wodą co powodowało, że plaże były mniejsze (część barów znajdowała się przy samej wodzie, więc opcja rozłożenia się z ręcznikiem na piasku nie wchodziła w grę) i zdecydowanie bardziej zatłoczone. Unawatuna to dobre miejsce na jedną, dwie noce, po to by się wykąpać, poopalać, zakupić pamiątki – a nocą – poszaleć! Tylko tam widzieliśmy prawdziwe imprezowe nocne życie. Inne miasteczka – nawet te turystyczne – o godzinie 22.00 całkowicie zasypiały. Jeżeli ktoś szuka pięknego miejsca by odpocząć po wędrówce przez Sri Lankę, polecam Tangalle. Nie ma tam tak wielu turystów, więc można spokojnie odpocząć leżąc na pustych plażach. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy w Tangalle mieścił się przy plaży, wystarczyło przejść przez ulicę i już byliśmy nad wodą. Położenie jego miało wpływ na cenę – nie był on najtańszym hotelem, lecz najwyraźniej Polakom odpowiada, gdyż spotkaliśmy w nim 4 osobową polską rodzinę. Dla osób chcących odpocząć w trakcie podróży po Sri Lance polecam Nugasawana Eden w Tangalle.

sssssssss

     Jeżeli chodzi o hotel w Unawatunie, to nocleg zarezerwowaliśmy w ten sam dzień i dzięki temu trafiliśmy na Last Minute i zapłaciliśmy 40% ceny. Takie rozwiązanie okazało się super, gdyż w Unawatumie noclegi były drogie. Dla ceniących sobie wygodę polecam Dunes Unawatuna Hotel.

 sssss

       Południe Sri Lanki oferuję również dość ciekawe miasteczko – Galle, w którym można się poczuć jakby się było na południu Europy, a nie Azji 🙂 Galle to miasteczko, które zbudowane i zamieszkane było prze Holendrów. Galle jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO jako przykład najlepiej zachowanego fortu zbudowanego przez Europejczyków w Azji. Miasteczko to już w pierwszej godzinie zwiedzania dostało ode mnie dużego plusa. To tu, po dwóch tygodniach picia okropnej sypanej, strasznie słabej kawy, napiłam się mojej ulubionej Cafe Latte! Dla mnie, kawosza, który zaczyna każdy dzień do podwójnej kawy, dwa tygodnie picia tego napoju nazywanego przez Sri Lanczyków „kawą” było torturą. Gdy tylko zakwaterowaliśmy się w naszym hotelu i po wyjściu dostrzegłam małą kawiarnię z logiem Lavazza to już wiedziałam, że to jest pierwszy punkt naszej wycieczki po Galle 🙂 Zadowolona z kubkiem mrożonej Latte w ręku mogłam rozkoszować się urokami malowniczego Galle. Co więcej, kawiarnia ta była polecana w Tripadvisor jako punkt gdzie warto coś zjeść lub napić się kawy 🙂

ssssss

     Z Galle pociągiem wróciliśmy do Colombo. Przejażdżka pociągiem również jest obowiązkowym punktem na liście „Things to Do!”. Kupiliśmy bilety w drugiej klasie (pierwszej klasy nie było), ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. W drugiej klasie nie było żadnych wolnych miejsc siedzących. Stanęliśmy więc z korytarzu nastawiając się na długą podróż w pozycji stojącej. Na szczęście, jakiś miły Pan, który nawet nie mówił po angielsku podszedł do nas i kazał nam iść za sobą. Zaprowadził nas do przedziału klasy 3 (która nie odbiegała wyglądem od klasy 2), kazał lokalnym mieszkańcom się poprzesiadać, tak abyśmy mieli miejsca siedzące całkiem blisko siebie 🙂 Bardzo miły gest. Po dość długiej podróży dojechaliśmy do Colombo, które tam samo jak pierwszego dnia pobytu na Sri Lance okazało się ekstremalnie męczące. Dlatego akurat Colombo polecam omijać szerokim łukiem.

IMG_0511

      Podsumowując muszę przyznać, że pobyt na Sri Lance zaliczam do bardzo udanych. Jak na tak długą podróż i tak egzotyczny kraj mało spotkało nas niemiłych niespodzianek, a całkiem sporo miłych 🙂 Obecnie wiele linii lotniczych oferuje całkiem rozsądne ceny za lot tam i z powrotem. Można znaleźć lot w dwie strony w granicach 2 tysięcy złotych. Na miejscu transport, jedzenie i hotele również nie są drogie, dlatego wszystkim zapalonym podróżnikom polecam wakacje na słonecznej, zielonej Sri Lance 🙂

IMG_1095

     Cieszę się, że Sri Lankę wybraliśmy jako nasz pierwszy cel podróży poślubnej, mnóstwo zwiedzania, częste podróże, pod koniec wyznaczonej trasy już byliśmy troszkę zmęczeni. Siły dodawała nam myśl, że żegnając się ze Sri Lanką, nie wracamy jeszcze do Polski, lecz czeka nas jeszcze kilkudniowa pobyt w innym kraju… 🙂 Ale o tym już w następnym poście – Honeymoon Part 2.

IMG_1752

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s